Historia z życia Fundacji Azyl – Ani i Piotra. Sytuację z zeszłej niedzieli opisała Ania.

Filmy z akcji w komentarzach do postu: tutaj

Wracając z interwencji, w drodze do domu zobaczyłam, jak za samochodem pędzą, jak szalone dwa psy. Niestety zobaczyłam je, jak samochód mnie już minął i jedyne, co mogłam zrobić, to zajechać drogę tym psom, bo pędziły wprost na główną trasę Lutomiersk-Szadek, a tam już bym im raczej nie mogła pomóc. Na szczęście udało mi się je zatrzymać. Stanęły zdezorientowane, ale na szczęście przestały biec.

Byliśmy przy stawie, więc zajęły się piciem wody – strasznie były spragnione i zdyszane – musiały biec bardzo długo.

Niestety, nie dały się złapać. Niby nie uciekały jakoś bardzo, ale też nie dało się do nich podejść. Biegały to tu, to tam, cały czas miałam nadzieję, ze doprowadzą mnie do domu, ale po jakimś czasie wiedziałam już, że same nie wiedzą, gdzie się mają podziać. Wezwałam na pomoc Piotra, a w między czasie udało mi się je zagonić na jedno z podwórek. Na szczęscie włąściciel zgodził sie zamknąć bramę, tak aby łatwiej je było złapać.

Ale nawet tam się nie poddawały. Metr do przodu, trzy do tyłu. Okazało się, że bez wspomagania nie damy radę. Pognałam więc do domu po środek na uśpienia, a Piotr został na warcie. 

Po podaniu leku musieliśmy poczekać, aż przysną, a w między czasie przeszły na sąsiednią posesję przez przerwę w ogrodzeniu. A tam niespodzianka: właściciel mający monitoring mocno się zdziwił widząc nas czołgających się po jego posesji i przyjechał zobaczyć, co się dzieje. Aż zmartwieliśmy, jak zobaczyliśmy, ze otwiera bramę. Już widziałam oczami wyobraźni, jak nam uciekają i dalej je będziemy ganiać po całym Lutomiersku.

Na szczęście właściciel posesji wykazał sporo zrozumienia i zgodził się zaczekać pod bramą, aż uporamy się ze złapaniem psiaków. Pierwszy “padł” piesek. Leki zaczęły działać i w którymś momencie zasnął po prostu, jak suseł.

Dziewczyna jednak nie dawała za wygraną. Jak już nam się  wydawało, że przysypia, to na najmniejszy ruch podrywała się i zaczynała nas obszczekiwać. I tak w kółko. W końcu postanowiliśmy wytoczyć “ciężkie działa” i pognaliśmy do samochodu po podbierak. Niby na ryby, a już niejeden pies dzięki temu był złapany. Sunia też wpadła w sam środek. I choć jeszcze próbowała się wyswobodzić, to tę rundę wygraliśmy my.

Psiaki nie są zaczipowane, ale dzięki ogłoszeniom w ciągu kilku dni znalazł się właściciel. Nie wyglądały źle: czyste, zadbane, dobrze odżywione. Do domu wróciły zaczipowane.

Możemy pomagać, jeśli mamy środki. Pamiętajcie, żeby nas wspierać. Ania z Piotrem poświęcają zwierzętom cały swój czas. A proszą tylko o Wasz 1 % podatku. Jest jeszcze kilka dni na sprawdzenie, czy na pewno podaliście KRS Fundacji Azyl w zeznaniu podatkowy. 

KRS 0000303812

Dziękujemy!

Kategorie: Aktualności