Niedziela, jak co dzień…

Telefon od ludzi, którzy nigdzie nie mogą znaleźć pomocy dla sarny. Początkowo otrzymaliśmy informację, że sarna może być zatruta – prawdopodobnie zjadła rośliny, które niedawno były opryskiwane.

Jak zwykle, rzucamy wszystko i jedziemy. Wiemy, że szukanie pomocy w instytucjach, które pomóc powinny, nic nie da, a tylko stracimy czas.

Gminy zwykle nie mają podpisanej umowy z ośrodkiem rehabilitacji dzikich zwierząt, a najbliższy taki ośrodek w Łodzi, w Łagiewnikach nie przyjmie zwierzaka spoza Łodzi.

Policja nic nie zrobi, innych służb zajmujących się zwierzętami dzikimi  nie ma. Gminy zwykle w takich sytuacjach wzywają kogoś z najbliższego koła łowieckiego – wiadomo, w jakim celu!

Ostatnio składaliśmy zawiadomienie w podobnej sytuacji ze skargą na Policję, która przez kilkanaście godzin nic nie zrobiła a sarna leżała w przydrożnym rowie tak długo aż po kilkunastu godzinach umarła.

Więc nie tracimy czasu i jedziemy sami. Na miejscu zastajemy sarnę w przydrożnym rowie – pełnym wody. Jeśli się zsunie, to się utopi. Nie robimy zdjęć na miejscu, choć często chcielibyśmy Państwu pokazać, z czym na co dzień się mierzymy. Nie mamy armii ludzi, postronne osoby zwykle nie potrafią pomóc. A my nie chcemy tracić czasu, bo przecież liczy się każda minuta.

Cudem udaje się sarnę wyciągnąć z wody. Okazuje się, że to młody, ale dorosły już samiec. Ma liczne otarcia, więc to raczej nie zatrucie a potrącenie. Kolejna smutna refleksja: ktoś potrącił i zostawił na pewną śmierć. Ranna sarna nie miała żadnej możliwości samodzielnie wydostać się z rowu z wodą a jeśli osunęłaby się niżej z pewnością by się utopiła.  

Jak tylko udało się nam wydostać ją z wody i zataszczyć do samochodu na sygnale pognaliśmy do lecznicy. Kolejny raz ogromne podziękowania dla pani doktor Edytki, która po godzinach pracy ratowała rannego, potrzebującego pomocy zwierzaka. Żeby nie stresować przenoszeniem zwierzaka, a także z powodów sanitarnych wszystkie zabiegi wykonywaliśmy w samochodzie. Sarna dostała też leki uspokajające, bo w przypadku zwierząt dzikich najgorszym przeciwnikiem jest niestety stres wywołany kontaktem z człowiekiem.

Sarna dostała leki, kroplówkę a także usunięte zostały ogromne ilości kleszczy. Co będzie dalej? Nie wiemy. Szukamy miejsca, gdzie mogłaby w odosobnieniu i spokoju przeczekać kilka dni aż stanie na nogi.

U nas, z powodu dużej ilości psów i hałasu, jakie powodują zostawać nie powinna. Czekamy na potwierdzenie, czy uda nam się ją umieścić u ludzi, którzy już odchowywali sarnę.

Abyśmy mogli w takich sytuacjach pomagać, potrzebujemy Waszego wsparcia. Na każdą taką interwencję musimy dojechać, za każdą wizytę w lecznicy zapłacić.

Bez Was nie damy rady, nie będziemy mogli dalej pomagać.

Możecie nas wspierać wpłacając na konto:

Numer konta 19 1940 1076 3048 9213 0000 0000

Dane do wpłat ZAGRANICZNYCH:
SWIFT: AGRIPLPR

IBAN: PL19194010763048921300000000

FUNDACJA AZYL NIP 726-258-70-91 REGON 100511938

AL. KOŚCIUSZKI 1, 90-418 ŁÓDŹ

PayPal fundacja.azyl@interia.pl

Szybkie wpłaty: https://www.ratujemyzwierzaki.pl/f-azyl

Kategorie: Aktualności