Historia pewnego pieca – interwencja w gm. Lutomiersk cd.

Od jakiegoś czasu opisujemy historię dwóch samotnych kobiet, które od kilku lat mieszkają praktycznie na ulicy a raczej na łące.

Wcześniej mieszkały w malutkiej przyczepie kompingowej, która jak wszyscy wiemy, przewidziana jest raczej na letnie wycieczki, niż jako dom na zimę.

Później panie dostały (podobno z urzędu gminy w Lutomiersku) budowlany barak. O niebo lepszy, niż przyczepa ale raczej też nie nadaje się do mieszkania w nim w zimie.

Tym bardziej, że niestety barak zaczął przeciekać i tej zimy raczej “nie przeżyje”. Tym bardziej, ze nie ma tam wody, prądu – niczego.

My trafiliśmy tam chcąc ratować zwierzęta, które na mocy decyzji urzędników wylądowały w strugach ulewnego deszcze na tej samej łące – pod gołym niebem.

Chcieliśmy pomóc zwierzętom ale nie wybrażaliśmy sobie, że moglibyśmy przejść obojętnie wobec takiej biedy i cierpienia ludzi.

Zaczęliśmy od zrobienia prowizorycznego miejsca dla kozy i gęsi: zamykanego, zadaszonego. A także zapewnienia zwierzętom jedzenia.

Później, kiedy zobaczyliśmy też krzywdę tych samotnych kobiet, zaczęliśmy organizować pomoc dla nich. Od wspaniałych ludzi otrzymalismy karton jedzenia, wodę, trochę siatki ogrodzeniowej, ręczniki i jedzenie dla psiaka, kozy i gęsi.

Wiemy też, że szykują się kolejne paczki, m.in. z wymarzonymi butami dla młodszej z pań.

Cały też czas pisaliśmy, że potrzebne jest jedzenie, które można zjeść bez gotowania, bo panie mają piec, który stoi na zewnątrz i gotować można tylko wtedy, kiedy nie pada.

O piecu z paniami rozmawialiśmy kilka razy. Ale dopiero wczoraj, przez zupełny przypadek ten piec zobaczyliśmy.

I przyznam, że ja największy fundacyjny “twardziel”, który działa w myśl zasady: nieważne jak straszna jest sytuacja, zagryzamy zęby i działamy a popłaczemy sobie później, przez ten piec zostałam pokonana.

Wczoraj będąc u tych pań, pierwszy raz się poryczałam.

Bo na tym “piecu” nie da się gotować ani w deszczu, ani w słońcu. Bo on po prostu się rozpadł! Wcześniej, kiedy odpadła boczna ściana, panie “załatały” ją starą brytfanką. Niestety teraz odpadła cała tylna ściana.

I kiedy to zobaczyłam, to już chyba wszystkie emocje puściły. Czy ktoś z nas wytrzymałby w takich warunkach tydzień? One tak żyją podobno 8 lat!

Potrzebna jest różnoraka pomoc, zbieramy dary, środki na budowę studni, szukamy osób znających się na budowlance i prawnika. Szczegóły:

https://fundacjaazyl.eu/2020/07/12/dary-dla-pan-i-ich-zwierzat/
Przewijanie do góry