Dziś jadąc samochodem mijałam na ul. Chocianowickiej kota. Choć uważam, że żadne zwierzęta nie powinny przebywać na ulicy bez opieki, wiemy że część właścicieli zwierząt uważa, że fajnie jest jeśli kot wychodzi sam na ulicę. Jak wiele z tych zwierząt nigdy już do domu nie wróci widać w postach pokazujących zabite przez samochody koty lub postach, w których właściciele szukają swoich zaginionych kotów. Nie ma możliwości wyłapania wszystkich takich kotów, nie ma dość miejsc, by je zabrać. Jednak, kiedy dziś zobaczyłam tego biało-czarnego kota coś mnie tknęło i zerknęłam w lusterko. A wtedy zobaczyłam, że idący chodnikiem kot nagle się przewrócił.
Oczywiście natychmiast zawróciłam ale kot zdążył się podnieść i wejść na posesję. Próbowałam się dowiedzieć od sąsiadów, czy kot mieszka na tej posesji ale okazało się, że w okolicy jest sporo wychodzących kotów i nikt go tak naprawdę nie kojarzy. W tym czasie kot opuścił posesję, ponownie wyszedł na chodnik i po kilku krokach ponownie się przewrócił. Zanim zdążyłam jednak o niego dobiec, wszedł na kolejną posesję! Tym razem stałam już zdecydowanie bliżej i czekałam na “wsparcie” męża. Po tym, jak dostaliśmy zgodę właścicielki posesji próbowaliśmy go złapać ale kot, który do tej pory co drugi krok się przewracał nagle dostał “turbo napędu” i wbiegł pod przyczepę stojącą na posesji. Mimo kilku godzin i wielu próbach wydostania go spod przyczepy nie udało nam się go wydostać. W jakich to się odbywało warunkach widać na zdjęciach. Zostawiliśmy klatki-łapki i oczywiście będziemy ponawiać próby odłowienia go. Wydaje się, że jego dziwne zachowanie, upadki, neurologiczne potrząsanie głową, mogło być spowodowane potrąceniem przez samochód, więc z pewnością pilnie potrzebuje pomocy. Może ktoś mieszka w okolicy ul. Chocianowickiej i kojarzy kota? Będziemy wdzięczni za informację. Tel. 691799579



