Królik: akcja ratunkowa

Też tak macie? Kiedy jedziecie swoją codzienną trasa i nagle myślicie: a może pojadę dziś inaczej?
I nagle okazuje się, że na swojej drodze spotykacie zwierzaka w potrzebie? My tak mamy.
Miała tak też nasza sąsiadka Maja, kiedy zamiast prostą drogą wracać do domu, nagle postanowiła pojechać inaczej. I trafiła na biegającego po okolicy domowego królika miniaturkę. Sytuacja raczej niecodzienna. Najpierw Maja próbowała złapać go sama – ale spróbujcie złapać na otwartej przestrzeni w pojedynkę uciekającego królika! Więc zadzwoniła po pomoc do Piotra. Ja już dołączyłam “samozwańczo”, bo taka sytuacja nie zdarza się przecież na co dzień. 
Ale okazało się, że nawet dla 3 osób jest to nie lada  wyzwanie. Na szczęście (dla nas, nie dla królika – choć może jednak ostatecznie i dla niego?) uciekając wskoczył pod bramą na jedną z posesji. Zabezpieczyliśmy bramę, więc był w pewnym sensie zabezpieczony ale nadal po drugiej stronie płotu niż my. Naiwnie próbowałam wsunąć się pod bramą, mimo delikatnych sugestii Mai, że może mi się nie udać. Nie udało się… Mówiąc wprost – inne gabaryty! Na dodatek zaczęli się nami interesować sąsiedzi. Przyszła zaniepokojona sąsiadka i zaczął nam nad głowami latać dron. Na szczęście sąsiadka miała kontakt do właścicieli posesji i choć nie mogli przyjechać, to zezwolili nam na działania na ich terenie, jeśli tylko uda nam się wejść. Nie pozostało nam nic innego, niż wejście górą. Przystawiliśmy do ogrodzenia z dwóch stron drabinę i “zgrabnie” niczym sarenki przeskoczyliśmy na drugą stronę. To jednak nie rozwiązało problemu, bo królik nadal nie chciał współpracować. I choć teraz byliśmy już po tej samej stronie płotu, to gonitwa dopiero się zaczynała. Uzbrojeni w podbieraki próbowaliśmy zagonić go w miejsce, w którym łatwiej będzie go złapać, bo na otwartej przestrzeni nadal nie mieliśmy szans. A musieliśmy to zrobić bardzo ostrożnie, żeby biedny nie dostał zawału! I udało się! W pewnej chwili, chyc! I mieliśmy go w podbieraku!  Pozostało jeszcze ostrożnie przełożyć go do kontenera, żeby nam nie zwiał i równie “zgrabnie” przez płot wydostać się z posesji. Bardzo dziękujemy Mai, że nie przeszła obojętnie i za pomoc w łapaniu a także wszystkim zaangażowanym osobom. Nie wiemy, w jaki sposób domowy królik znalazł się na wolności: czy komuś uciekł, czy ktoś go wyrzucił ale wiemy, że raczej nie miał tam szans na długie i szczęśliwe życie. Wiemy też, że jest bardzo wystraszony i nieufny wobec ludzi, więc raczej nie był w dobrym domu. Będziemy szukać mu nowego, dobrego domu ale potrzebuje on jeszcze czasu, by zaufać człowiekowi. A my potrzebujemy Państwa wsparcia, by mu ten czas zapewnić: jedzenie, opiekę weterynaryjną, kastrację, szczepienia, odrobaczenie.

Przewijanie do góry