Lisio ma dom!

Nasz Lisio!

Ten, którego kilka godzin łapaliśmy w Pabianicach, i który od wielu miesięcy błąkał się między Łodzią a Pabianicami. Cudem uniknął śmierci, kiedy przypadkowym osobom udało się zawrócić go z autostrady. Kiedy próbowaliśmy go złapać, był tak przerażony, że uciekał, jak oszalały. Dzięki dobrym ludziom, którzy pozwolili nam biegać po ich podwórku cudem się udało. Pierwsze dni u nas siedział jak skamieniały. Bał się wszystkiego. A później, jakby stał się cud! Biegał, szczekał, cieszył się, jak szalony, kiedy wracaliśmy do domu, aportował piłeczki. Zupełnie inny pies – jakby go ktoś podmienił! Co wydarzyło się w życiu tego psa, że tak potwornie bał się ludzi? Tego się pewnie nie dowiemy. Wiemy, jednak, że od dziś już nikt go nigdy nie skrzywdzi. Bo dziś pojechał do Anetki i Ryszarda. Cudownych ludzi, którzy zwierzęta kochają, jak najbliższą rodzinę. Mieli już od nas kilka zwierzaków. Zwykle psie staruszki z obietnicą najlepszego życia do końca. Ostatnia suczka Żabsia była młodsza – bo ileż można żegnać ukochane zwierzęta. Tym razem miało być inaczej, na dłużej. Żabsia odeszła po kilku latach, nagle, niespodziewanie. Kolejny ogromny smutek i potrzeba, żeby jej miejsce zapełnił inny potrzebujący psiak, żeby już nie było tak smutno. I pomyśleliśmy o Lisiu. Bo po tym wszystkim, co przeszedł mógł trafić tylko do najlepszego, sprawdzonego domu. I dziś pojechał. Zaakceptował domowników, zaakceptował koty i spokojnie zasnął. Czy widzicie ten uśmiech? Popłakałam się… Takie historie są możliwe tylko dzięki Waszemu wsparciu. Dziękujemy !

Przewijanie do góry